01 czerwca 2009

pustynnie

Z Warzazate wyjechalem poznym popoludniem, slonce przysloniete bylo cienka warstwa chmor, tak ze nawet moj towarzysz cien niewyraznie wygladal. Zastanawialem sie jak tam bedzie- tam gdzie jade-czy jeszcze cieplej, czy piachem bedzie sypalo po oczach... Wieczorem dojechalem do Skory. miasteczko jak wiele innych w tej okolicy-brudne, zakurzone, mnystwo folii wala sie po ulicach...kilka sklepow i restauracyjek poobklejanych reklamami Koli. Zaczepia mnie mlody chlopak, mowi ze jego wojek ma tu hotel i zaprasza. Mowie mu ze ja to za miastem spie na pustyni. na to on zdziwiony odpowiada ze pustynia zaczyna sie w Merzudze 300km. stad. No to co to jest pytam? -nie odpowiedzial :) Kolejny nocleg w pustynnej krainie-widok na gory? klebia sie nad nimi chmory- cis tam popadalo napewno. W nocy zerwal sie silny wiatr, palaki do ziemi wyginalo. Bo ja leniwy, tropiku nie zalozylem i nie przyszpililem namiotu:) Po godzinnej walce z wiatrem wkoncu wyszedlem i powiazalem sznurki do palakow i wbilem szpile. Wialo tak przez caly nastepny dzionek-w twarz!!! Ciezko sie jechalo, tylko na zjazdach rozpedzalem sie do 13km/h a tak to 7-8 kiometrow w godzine wykrecalem! to moze wniechecic:) Wiatr ustal dopiero po poludniu, ale bylem juz zbyt zmeczony by pedalowac dalej.
KOlejny dzien i kolejne Kasby, oazy, znow do poludnia wiatr i seti pytan 'sawa?' ilez moge tego jeszcze sluchac??? :) Na rowninie ktora jechalem twarzyly sie takie male traby powietrzne. Ciekawie to wygladalo gdy obserwowalem to z duzej odleglosci-gorzej gdy taka jedna wpadla na mnie-tak z boku mnie podeszla. Pierunsko sie wystraszylem bo pomyslalem w pierwszej chwili ze to jakies owady-jakis tydzien wczesniej wjechalem w roj pszczol...-dopiero po paru sekndach odganiania zorjetowalem sie ze to drobne patyczki i piasek:):):) ufff.
Co najbardziej lubie w takich wycieczkaach-to rozsiasc sie w jakiejs taniej jadlodajni, tam gdzie sie stoluja tubylcy. Usiasc w najciemniejszym miejscu i obserwowac jak Oni sobie tu zyja!!! Siedze sobie tak w Boumle Dades. Kilka stolikow obklejobych zielona derma, plastikowe krzesla, kilku mezczyzn popija herbate.Mam swoj stolik przy slupku za mna skrzynki z kola. Obok sklep z narzedziami, postuj busow-taksowek. Naprzeciwko meczet. kierowcy wykrzykuja glosno nazwe miasta do ktorego jada, pasazerowie tlocza sie do srodka z niesamowita iloscia bagarzu. Na chodniku siedzi niewidomu staruszk-zebrak. Chopak z przewieszona przez szyje skrzynka, przechadza sie zachecajac do kupna batonow ktore niesie. Przechodzi obok -bonzu mesje- sawa? sawa- odpowiadam. Kupuje paczke ciastek -1dah. Z meczetu dobiega glos, taksiarze wycisaja radja, cichna rozmowy-czas na modlitwe. Po chwili przed meczetem zbiera sie tlumek-wszyscy chca wejsc-sciagnac buty, umyc rece i do srodka... dziadek rozklada na chodniku kocyk, zdejmuje klapki, odwraca sie w strone Mekki- Allah Agbar...
W sobote kuzynka Magda ze szwagrem Piotrem weselicho wyprawiaja;) Jakos od rana ta mysl chodzi mi po glowie, ze ja tu z wiatrem i sloncem walcze a Oni tance, chulanki, sfawole... i zimne napoje:):):)
W niedziele wiac przestalo, chmory tez zniknely, tylko slonce pozostalo-i to jakie!!! W Erfudzie kolo 15.00 bylo 52 stopnie i nie obchodzi mnie czy w cieniu czy w sloncu, bylo cieplo!!! Ale nim tam dojechalem wypilem herbate i pogaworzylem z autochtonami, pozniej kolejna herbata z Sylwia. Zatrzymalem sie przy studni obok ktorej kwitl oleander/???/ siedze i patrze na niego...Z pobliskiego namiotu wyszedl mezczyzna z czerwonym wiaderkiem. Podszedl do studni-napelnil wiaderko woda. Gestem zapytal czy ja tez po wode -z usmiechem kiwnalem glowa, wziolem moje dwa PET-y i podszdlem. Salamaalejkum-Alejkumsala, przykladajac prawa dlon do serca. Wiaderko, ze zuzytej opony samochodowej, po raz kolejny poszo na dno studni... napelnilem butelki, podziekowalem. Zaczely sie wydmy, wiatr nawiewa piach na droge a kazdy przejezdzajacy samochod wzbija tumany kurzu. Nie wiele przez to widze. Przez droge przeszlo stado wielbladow, skubiac trawe i porykujac, kieruja sie w strone wodopoju...
przy drodze stoja namioty berberow-oczywiscie na potrzeby turystow-odziani w niebieska 'toge' i 'turbam' gospodarze zapraszaja na relaks=polezec i popic herbaty.
Nareszcie Erfoud, jest 13.00 najpierw szybki obiad i jakies zimne picie i schronic sie przed upalem najlepiej w cofinecie-czesto maja tam klime:)
Od kilku dni, tak kolo pizrwszej po poludniu sklepy z ciuchami, jadlodajnie, herbaciarnie niemal wszystko jest zamykane-tylko sporadychnie natrafialem na restauracje otwarta. Myslalem ze ma to zwiazek z modlitwa, ze o tej porze trzeba koniecznie isc do meczetu. Teraz juz wiem ze to o temperature chodzi. Tak przed 14.00 zycie zamiera, niewielu smialkow wychodzi na zewnatrz. Czasami przejedzie taksowka, jakis bohater na motorze, albo przemknie ktos zacieniona strona ulicy...Zycie na nowo rozkwita kolo 17.00 Ponownie otwierane sa sklepy, wystawiane stoliki, rozwieszane chusty i wszelaki towar. Na ulice i chodniki wylewane sA hektolitry wody by schlodzic nieco klimat. Popoludniami nie mam ochoty juz pedalowac. Pomimo ze slonce juz sie kladzie, sa dluzsze cienie, temperatura spada nieznacznie-wtedy to ja tylko uciekam za miasto pod jakies drzewo...cien!!!
Dwa dni temu zjadlem kilka jaj i juz po godzinie zoladek dal znac iz jaja te byly nieswierze!!! No i zaczalem sie 'oczyszczac'-jak to mowil Vladimir gdy pochorowalismy sie w Pakistanie:)
W Erfuodzie kupilem kila chlebow, nabralem wody i za miasto na nocleg. Moj prywatny lekarz doradzil bym kislu sie opil...dolozylem do tego suchy chleb:) Slonce i zoladek wyczerpaly mnie!!!
Rano kolejna porcja suchego chleba i do Rissani-20km. Trzy kilometry przed miastem zjazd na droge N12 na Zagore, to kolejna moje droga. Cos mi mowi bym nie wjezdzal do Rissani tylko odrazu na Zagore sie kierowal. Tym razem nie posluchalem tego glosu. W miescie tylko posiedzialem nad drugim sniadaniem i po 20 minutach bylem spowrotem na rozjezdzie. Wizyta w Rissani okazala sie trafa decyzja gdyz prez 60 km. Nie bylo nic procz gor, skal, bladozielonych niskich drzewek i skwaru. Przejechalem obok kilku miescin ale byly daleko od drogi-pod gorami. Aaa, no i kilkoro dzieci-pastuchow spotkalem-dziecia poswiece osobny watek- Te tutaj 10-15 lat najpierw gestem-przykladajac kciuk do ust prosily o wode/jedzenie, a gdy pokazalem pusta butelke to puscily sie za mna w poscig z kijami w dloniach...krzyczac od fakju po jakies francusko arabskie bluzgi!!! Jednego czy dwoch to bym przpedzil ale z piatka to raczej niedalbym sobie rady! Mialem wczoraj dwie takie przygody+poscig rowerem ;) -nie mial szans :):):) ale kamieniem na koniec cisna!
Zatrzymalem sie dopiero 20 km. przed Alnifem w przydroznej jadlodajni. Restauracje prowadzi Ahmed-emerytowany policjant, mieszka tu ze swym shorowanym ojcem.NIc nie wciskal, nie proponowal zadnej szmiry, byl ciekaw mej podrozy i Europy...Wymienil prawie wszystkie europejskie panstwa i Ich stolice! rozmawialismy ze dwie godziny. Ruszylem dalej dopiero po 16.00 I znow skwar, gory...
Od tygodnia mam nie maly kryzys-syndrom samotnego podroznika...Rano nie zrywam sie z entuzjazmem...Czesciej mysle o powrocie-kiedy? Ciepla czesc dnia spedzam w kofiszopie, kontaktujac sie z bliskimi...Dzis postanowilem zatrzymac sie na kilka dni-odpoczac, wykapac, poprac-niepedalowac...Po 60km. dojechalem do Terrazine. Opilem sie, najadlem. Znalazlem hotel-w recepcji widze zdjecia z imprez organizowanych dla bialych. Odrazu pomyslalem ze to miejsce nie dla mnie:) Nocleg 70Dirhamow...to potwierdzilo me domysly. Inny hotel, dla tubylcow-30 D. No to cos dla mnie. Dwudziestoparolatek o uzebieniu ogra, na niebotycznym kacu pokazuje mi pokuj, pijac piwo spisuje dane z paszportu...Ale najpierw poszlismy do pobliskiego sklepu po dlugopis. Chwile tez krecil sie po holu, otwieral szuflady i cos burczal pod nosem...szukal 'blankietow meldunkowych'. Zawolal kolege, ten byl bystrzejszy-przyniosl zeszyt. Nawet nie pytam po co mu dane z wizy pakistanskiej-chyba nie dokonca wie co robi, ale On tu rzadzi. A gdy przewrocil kartke, popatrzyl na wize iranska-zapytal czy moj kraj to Republika Iranska...ciezko bylo powstrzymac smiech:) W koncu dotarl do strony z danymi osobowymi -i tu powalczyl 5minut... oddal paszport.
/dzis rano jak schodzilem widzialem ze zeszyt z moimi danymi nadal lezy w tym samym miejscu-juz nawet kilka herbat na mim stalo...

Posiedze tu ze trzy dni, moze cos popstrykam, pokrece, jakies ciekawe znajomosci nawiarze...
Jutro albo dnia nastepnego zgram kilka fotek z tej miesciny
Milego dzionka i chlodu Zycze!!!

W Tazzarin posiedzialem 4 dzionki. Mialem tam juz swoja knajpke w ktorej jadalem i przeczekiwalem ciepla czesc dnia, popijajac herbate. Syn wlasciciela nasmiewal sie troche z mojej arabszczyzny i ciagle mnie poprawial i dawal lekcje berberyjskiego. Spotkalismy sie raz w kafejce, pokazalem Mu zdjecia i opowiedzialem conieco o wycieczce.
W hotelu na moim pietrze mieszkala 20-sto osobowa ekipa remontujaca drogi. Byl miedzy nimijeden anglojezyczny, raz zaprosil na herbate i juz kazdy wieczor spedzalem z nimi na pogaduchach.
Raz gdy popoludniu szedlem ulica, z focikiem na ramieniu, podjechal dzip policyjny. Pan Wladza zapytal o niationality, -'ze sli polone' odpowiedzialem, zaprosil do auta, popytal o hotel, paszport... 'co tam masz' zapytal wskazujac palcem na moj naramiennik -aparat, "nie mozesz w tym miescie robic zdjec"!!! Nawet nie pytalem dlaczego, wladza to wladza! Zadzwonila Jego komorka, chyba cos pilnego bo kazal mi wysiasc i odjechal.
Pozmienialy mi sietroche plany, jeszcze nie jestem calkiem pewien ale raczej nie bede pedalodal w glab Afryki tylko na Europe.
Rano jeszcze sniadanie w mojej knajpce, usciski i w droge:)

Jak mi sie mordka usmiechala ze znow krece:) Znow pustkowie, skwar, braki wody...
Po 50 km. wyprzedzil mnie konwuj ciezarowek-koledzy od drog-trabiac i krzyczac pozdrawiali i zyczyli 'bolwajaz'. Nie wiem nawet kiedy ja Ich wyprzedzilem, bo po kilku kolejnych kiometrach znow krzyki i klaksony. Jedna ciezarowka sie zatrzymala, zaproponawali podwozke. Poczatkowo odmawialem ale co tam, zobacze jak wyglada Maroko z innej perspektywy ;) Rower na zwir ja do kabiny i 45km. przejechalem bez wysilku :) Wysadzili mnie 15 km. przed Agdz na przeleczy. Wymienilismy sie z Mhamidem meilami, zapowiedzial ze przy kolejnej mojej wyzycie w Maroku? koniecznie musze Go odwiedzic-mieszka pod Warzazate. Pamiotkawa fotka i w droge.
Agdz lezy na drodze pomiedzy Warzazaem a Zagora a wiec turystyczny szlak. Co rusz odpedzam jakiegos naganiacza, sklepikarza, taksiarza ktory zaopiekowalby sie z checiom moimi dirhamami!
Wieczorem gdy nabieralem wody w przydroznej studni, podbieglo do mnie trzech pietnastoladkow. Mocno podnekscytowanych spotkaniem...ze Oni tez sportowcy i ze zapraszaja do siebie, dadza jesc, pic i spanie bedzie, tylko trzeba sie wrocic 4km. na przelecz!!!Jechali za mna kilka km i prosili, wkoncu jednak odpuscili. Jeden tylko twardziel popedalowal jeszcze poprosil bymmu fotke szczelil, dal adres, i poprosil bym mu ja przeslal.
Zatrzymal sie samochod, na Wloskiej rejerstracji...szyba w dol, wychyla sie okolo 50cio letnia kobieta i pyta czy wszystko ok-a i czy czegos nie potrzebuje??? Z usmiechem zapytalem czy ma jakies dobre piwo? Najlepiej polskie;) Moge Ci dac wody:) Wody to ja mam pod dostatkiem. Pomachala i pojechala. Nocleg w oazie, takiej z 15stoma palmami :) rano dopiero zauwarzylem ze tuz obok jest cmetarz. Kolo polnocy slysze rozmowe kilka metrow od namiotu...to moi przesladowcy wyczaili gdzie spie i przyszli prosic bym do niech jednak podjechal. Po polgodzinnej walce obiecalem ze jutro rano pojade. Ufff odpuscili!!! Rankiem nim jeszcze slonce wstalo zwinalem oboz i w nogi-poprostu nie lubie natrentow :)
Tazenakht....
Taroudant...
Oulad Teima...
Imi-n-Tanoute...
Sidi-Benour...
Settat...
Rabat...
Larache :) -siedze od dwoch dni na kempingu, na tym samym na ktorym ponad miesiac temu spotkalem Grzeska. Wycisne tu jeszcze resztki mojego Maroka. Za dwa dni oblize sie w Tangerze i wsiade na prom...
A teraz wybaczcie lecz pojde 'wyciskac resztki Maroka' a opisze to po powrocie ;)

trzymajcie sie :)


Mialem wyjechac wczoraj z Larache ale jakos tak sie porobiolo ze zostalem. Dwa dni temu na kemping przyszedl rozczochrany kolezka i walna sie spac pod drzewem- bez namiptu, karimaty od tak na trawce...nastepnego ranka sie zapoznalismy -Thomas, -Martin...
Z Francji wyruszyl trzy tygodnie temu. Troche stopem, troche autobusem i pociagiem no i promem dostal sie do Maroka. Opowiedzialem o mojej wycieczce rowerowej. Postanowil zakupic sobie jakas maszyne Made in Maroko i pognac nia dalej ku przygodzie. Wczoraj wrocil z miasta na zielonym 'Herkulesie'. Na przegladzie spedzilismy pol nocy, mialem kilka drobiazgow ktore juz raczj mi sie nie przydadza a Jemu wrecz niezbedne sa ;) Wymiana linek, nowy smar w piastach... na koniec wypilismy fante ;) Dzis rano Thomas ruszyl zdobywac Maroko. Ja jeszcze w Medynie sie pokrecilem, wczoraj poznalemk Iaryma - jakos tak to sie wymawia - Palestynczyka, mieszkajecego od czterech lat w Larache. Wypilismy herbate, opowiedzial mi swoja historie... pokazal blizny po broni chemicznej... uciekl z palestyny gdy mial 14 lat, teraz ma 28. Zbiera kase by wrocic...

A ja brykam zaraz na kemping pakuje sie i na Tanger, jutro powina byc Hiszpania

12 komentarzy:

Anonimowy pisze...

halo! halo!
a zdjecia gdzie?:>:P
3m sie sasiad i nie daj sie upalom i wiatrom;P

marcin pakuła pisze...

no zdjecia poszly kilka dni temu, moze jutro co nowego bedzie -zatrzymalem sie dzis w takiej malej miescinie i mysle pozostac tu na trzy dni...

Anna pisze...

jaki powrot? a slonie?

Anonimowy pisze...

Protestuje!!!
Zadnych nowosci na blogu od dluzszego czasu:/
Sasiad przysiadz na chwile i zakutalizuj bloga;P
pozdr

Anna pisze...

to slonikow nie bedzie?wracasz?....oj...no ale sie moze zobaczymy i zobacze Twoja brode na zywo?

anita pisze...

marcin, nie dawaj się. nie wiadomo kiedy tam znowu zawitasz. jak tylko kasy styka to przyj dalej.
jestes dopiero 2miesiace w drodze. coz to dla ciebie. :)
jak nie bedziesz dwac rady to idz na chwile w jakies miejsce dla bialasow. to czasem pomaga.
trzymam kciuki. czuj duch!!

marcin pakuła pisze...

ja wcale nie wracam jeszcze!!! mam przed sobo ze 4500 km. wiec nie piszcie mi tu ze wracm-wracalbym gdybym wsiadl w samolot czy co innego tam, dla mnie przygoda trwa :) nie zmienilem planow dlatego ze mi bialych brakuje ;) poprostu nie czuje sie tu dobrze, a ja nic nie musze a moge wszystko...

anita pisze...

to gdzie teraz jestes? juz miesiac mija od twojego ostatniego posta. trzymaj sie :)

Anonimowy pisze...

...no wlasnie... Nic sie ostatnio nie dzieje na blogu:/ pisałes,ze przygoda nadal trwa, wiec daj nam to odczuc;)
3m sie,
sasiad

Thomas pisze...

heyhey it's thomass im now in ouarzazate uhehehe and hercules says hi

Anonimowy pisze...

i co sie stalo z tym Panem ??
przed chwila przeczytalem caly blog,
ale jaki jest koniec historii ??


pozdrawiam leszek

Basia pisze...

Właśnie przeczytałam całego bloga. Przeczytałam, zazdroszczę, podziwiam i oczywiście z niecierpliwością czekam na kolejny wpis!